piątek, 27 lutego 2015

Chłopak z sąsiedztwa Rozdział II cz. II

Witam! :) Kończąc rozdział drugi chyba opuściła mnie moja wena, więc nie zdziwcie się błędami interpunkcyjnymi, zbyt częstymi powtórzeniami jakichś słów i tym podobnymi. Jutro zamierzam zacząć pisać trzeci rozdział, bo zazwyczaj w weekendy napada mnie dość weny, żeby sklecić kilka sensownych zdań. ;) Przy okazji, chciałabym się z Wami podzielić piosenką, która ostatnio poprawia mi humor. Jest to piosenka Elen Levon- Wild Child. A także zaproponować świetną lekturę na zapełnienie wolnego czasu ( prawdopodobnie to właśnie ona jest powodem ostatniego spadku mojej weny :D ): Elisa Puricelli Guerra- Czarne serce. Znakomita książka, w której bohaterowie książek ożywają... Kończąc, polecam wymienione tytuły i zapraszam do czytania bloga ;). Pozdrawiam, miłej lektury. Wasza Sunshine :)



- No to na co czekasz, otwórz to!- ponaglana przez moich obserwatorów w końcu zdecydowałam się rozerwać kopertę. Oto, co tam wtedy zobaczyliśmy:
            ZADANIE
JUTRO PO POŁUDNIU, O GODZINIE SZESNASTEJ TRZYDZIEŚCI STAWCIE SIĘ W GABINECIE PANI DYREKTOR. BĘDZIE TAM NA WAS CZEKAŁO DWOJE UCZNIÓW WYZNACZONYCH NA "EGZAMINATORÓW". ZOSTANIECIE PRZYDZIELENI DO DWÓCH POKOI, W KTÓRYCH TO EGZAMINATORZY BĘDĄ ZADAWALI WAM PYTANIA DOTYCZĄCE DRUGIEJ POŁÓWKI. WASZYM ZADANIEM JEST UDZIELENIE POPRAWNEJ ODPOWIEDZI NA KAŻDE Z PYTAŃ. UWAGA!!! ODPOWIEDZI MUSZĄ BYĆ JEDNAKOWE!!! INACZEJ GROZI WAM DYSKWALIFIKACJA!
ŻYCZYMY POWODZENIA!
       SAMORZĄD SZKOLNY
-Uff... Już myślałam, że będziemy musieli kręcić jakieś bezsensowne telenowele!- zaśmiałam się nerwowo. Z całej naszej trójki w tej jednej chwili opadł ogromny stres.- To będzie banalnie proste!
- O Boże! Ale nerwy! Gorzej niż przed sprawdzianem z matmy!- pozwólcie, że sprostuję: nikt z nas nie był specjalnie dobry z wyżej wymienionego przedmiotu szczególnie Bartek, a nasza pani profesor do sprawdzianów dobierała takie zadania, że głowa mała...
- Ale wy macie szczęście! Słyszałam, że Julka, wiecie ta z trzeciej wylosowała zadanie...
            Nie słyszałam dalszej treści dziennej dawki " gorących ploteczek", które zazwyczaj fundowała mi Lucy. Mój wzrok skupił się na Judycie, która szemrała coś Oli do ucha patrząc w naszą stronę... Ona coś kombinowała! Byłam tego pewna! Dzwonek zaczął już dzwonić, więc powoli kierowałam się do klasy historycznej przejmując się tylko tym, czy mój esej spodoba się pani Owcy. To tylko takie przezwisko...
            Na długiej przerwie postanowiłam, że pójdę się troszkę odświeżyć do szkolnej ubikacji. Tego dnia było wyjątkowo ciepło, a ja charakteryzowałam się tym, że kiedy było duszno lubiłam sobie "odlecieć", w sensie zemdleć. Weszłam po cichu do toalety i podeszłam do umywalki umieszczonej za filarem. Odkręciłam wodę, gdy drzwi toalety z hukiem się otworzyły. Były to raczej dwie osoby i raczej nie chciały, żeby ktoś je podsłuchał... Głos jednego z rozmówców należał bez wątpienia do Judyty, natomiast drugi w ogóle się nie odzywał. Judyta mówiła coś o "złamaniu kogoś jak suchej frytki, żeby nie mógł się pozbierać do kupy" czy coś w tym rodzaju. Kiedy wyszły, miałam silne przeświadczenie, że Czarownica domyśla się, że ja tak naprawdę nie jestem z Bartkiem. Po wyjściu z toalety postanowiłam go ostrzec. Jakoś dziwnie zaczęłam się o niego martwić... Nie to, żebym wcześniej się nie martwiła ale zaczynałam wątpić w to, czy w ogóle chcę jeszcze odzyskać Alberta... Jeżeli potraficie się domyślić o co mi chodzi...
            Zanim się obejrzałam lekcje się skończyły. Bartek we wtorki kończył o tej samej porze co ja, więc nie musiałam wracać trzy kilometry pieszo...
-Bartek, muszę ci coś powiedzieć- zaczęłam rozmowę kiedy już siedzieliśmy w samochodzie- dzisiaj w toalecie przez przypadek podsłuchałam ciekawą rozmowę...- w skrócie opowiedziałam mu o co chodziło i zdradziłam moje obawy.
-Nie sądzę, żeby Judyta posnęła się tak daleko- uśmiechnął się do mnie tym samym mnie trochę uspokajając i... onieśmielając ale nie dałam nic po sobie poznać, przynajmniej tak myślałam- Nie uważasz, że Ola jest trochę no wiesz... biedna przy niej?- Bartek miał dobra serce ale to o Oli mi już trochę podpadło ( znów możecie się domyślić, o co mi chodzi).
-Ola ci się podoba?- wypaliłam niewiele myśląc. Zachowałam się, jakby on naprawdę był moim chłopakiem! Bardzo się zawstydziłam- Przepraszam, to jest twoja sprawa i nie powinnam się do tego mieszać.- powiedziałam tak szybko, jak tylko mogłam. Czułam, jak się czerwienię!- Znam Olę. Chodziła ze mną do piątej klasy, potem się przeprowadziła. Ona już wtedy wybrała sobie taką "przyjaciółkę". Czasami wydaje mi się, że chce tego, żeby nią rządzić... Rozumiesz? Potrzebuje takiego... Hmm... Wodza.
-Hmm...- nie umiał ukrywać swoich uczuć, widać było, że on także strasznie się zawstydził. Moja porażka...- Nie wiem, może i tak...
            Szczęśliwie, zaraz po zakończeniu tej rozmowy dojechaliśmy do domu. Już miałam wchodzić do środka, kiedy usłyszałam, że Bartek woła do mnie sprzed garażu.
- Do jutra! Oby nasze „przedstawienie” dalej się wszystkim podobało!
- Tak! Do jutra! Mój aktorze!
            Weszłam do domu. Jak zwykle przywitałam się z rodzicami, spięłam włosy w kucyk i skierowałam się do pokoju. Kiedy już się tam znalazłam usiadłam na łóżku i zaczęłam rozmyślać o moim nietaktownie i nieprzemyślanie zadanym pytaniu. Co mnie tchnęło, żeby je zadawać? Jakikolwiek był tego powód, nad którym postanowiłam się dłużej nie zastanawiać, było mi tak okropnie głupio! Myślałam, czy by do niego nie zadzwonić ale stwierdziłam, że byłoby to co najmniej dziwne. Nie chciałam dłużej zaprzątać sobie głowy tymi myślami więc zabrałam się za odrabianie prac domowych, których jak na złość tego dnia zadali bardzo mało. Matma poszła mi szybko, bo cóż trudnego w geometrii. Za to zdanie z polskiego dla mnie było nie do ruszenia w tym momencie. Nasza wspaniała polonistka kazała nam napisać list. Ktoś mógłby pomyśleć, że napisanie listu nie powinno sprawiać większego problemu ale jaki był temat! Napisać do osoby, której dawno się nie widziało a w dodatku to nie miała być jakaś tam osoba! To miała być osoba, którą darzyło się uczuciem... Oczywiście zadanie miało być gotowe na następny dzień. Nigdy nie lubiłam zwlekać z dokańczaniem czegoś, a skoro już zabrałam się za zadania musiałam się zmierzyć i z tym. Chciałam aby list, który napiszę był kierowany do Alberta, oczywiście nie bezpośrednio! Ale czemu by nie przemycić cichcem jakiegoś szczerego wyznania w mojej pracy? Niestety myśląc o nim nic dobrego nie przychodziło mi na myśl. Spróbowałam napisać coś o jego pięknych, niebieskich oczach ale w tekście nie wydawały się już one takie piękne. Pomyślałam, że w sumie nie zaszkodzi trochę ubarwić mojego listu, tym samym utrudniając odnalezienie prawowitego adresata w naszej szkole. Więc Romeo z mojego listu miał piękne, głębokie oczy w piwnym kolorze ( dziwnie przypominającym te, należące do Bartka), ciemne włosy… Zaraz, zaraz… Nie minęła chwila, za nim zorientowałam się, że pisząc ten głupi list ( kończyłam już rozwinięcie, więc moja praca miała się ku końcowi) cały czas wyobrażałam sobie Bartka, który wyszczerzał zęby w jednym ze swoich powalających uśmiechów… Zdecydowanie czułam się z tym źle i tego dnia postanowiłam odpuścić sobie już powrót do świata realnego. Kiedy skończyłam z listem od razu zajęłam łazienkę, a wchodząc pod prysznic z moim wodoodpornym odtwarzaczem MP3 dokładnie zaplanowałam sobie wieczór: tylko ja i książka, którą niedawno wypożyczyłam w przyjemnym półmroku panującym w moim pokoju.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Chłopak z sąsiedztwa Rozdział II cz. I.

No hej :) A więc! Nareszcie doczekałam się pierwszego komentarza na temat mojej twórczości! W dodatku pozytywnego! Nawet nie wiecie, jak mnie to cieszy! :D A z tej radości dziś częstuję Was kolejną porcją mojego opowiadania. Miłej lektury! Pozdrawiam serdecznie, Wasza Sunshine :*



Idę do szkoły! Na razie!- krzyknęłam do mamy wychodząc z domu- Tata nie musi po mnie przyjeżdżać, wrócę z Bartkiem!
-Cześć! Miłego dnia!
            Poprzedniego dnia poszłam spać późno. Miałam do napisania esej z historii a zabrałam się za niego dopiero po dwudziestej pierwszej. Do tej godziny starałam się wyobrazić sobie minę Alberta i Judyty, na wieść o tym, że "chodzę z Bartkiem". Dokładnie przemyślałam sobie, jak powiem o tym Judycie, ona wtedy pomyśli " A niech to! Jednak mam konkurencję!" ( bo oprócz mnie i Judyty nikt inny nie zgłosił się do konkursu) ale najbardziej chciałam zobaczyć minę Alberta...
- No hej, gotowy na pierwszy dzień przedstawienia?- Bartek jak zwykle czekał już pod moim domem, choć nie było wielkim wysiłkiem wyjechać przed garaż i zaparkować po drugiej stronie ulicy.
-Jasne! Jestem bardzo ciekawy jak wszyscy zareagują!- uśmiechnął się i było widać, że podobnie jak ja bardzo się stresował.
            Przez resztę drogi do szkoły nie zamieniliśmy już ani słowa. Atmosfera była dość napięta, chociaż oboje wiedzieliśmy, że nie powinniśmy brać tego na poważnie. Bartek zaparkował kawałek drogi od szkoły, tak że mogliśmy obmyślić plan działania.
- Okej, mamy jeszcze trochę czasu bo jest za dwadzieścia, więc kiedy wejdziemy do szkoły zaraz podejdziemy się zapisać. Przed wejściem mnie obejmij, tak żeby wyglądało, jakbyśmy, no wiesz... byli parą.
- Dobra, mam coś mówić, kiedy podejdziemy do Judyty?
- Nie musisz, poradzę sobie.- uśmiechnęłam się do niego i zamrugałam porozumiewawczo, bo właśnie zauważyłam jakichś ludzi z mojej klasy.
            Właśnie wchodziliśmy na dziedziniec, kiedy poczułam, że Bartek mnie do siebie przytula. Myślałam, że będzie to dla mnie dziwne uczucie, bo jak wiecie traktowałam go jak brata ale o dziwo poczułam, że jest mi tak jakoś przyjemnie ciepło... na sercu. Plotę głupoty! Zbliżyliśmy się do...
- O hej Albert!- widziałam tą zazdrość w jego oczach! Tak, dostał to, na co zasłużył!- Co tam u ciebie?- wiem, że to niehumanitarne ale postanowiłam się trochę nad nim popastwić, popatrzyłam na Bartka i już wiedział o co mi chodziło, dał mi buziaka w czoło- Jak ci leci?
- Mi? Aaa... nawet okej, widzę, że u ciebie świetnie...- znacząco popatrzył na mojego "chłopaka".
-Tak, jak widzisz będziecie mieli konkurencję z Judytą. Miłego dnia!- odeszliśmy kawałek i kiedy już byliśmy poza zasięgiem jego wzroku przybiliśmy piątkę.- Świetnie nam to poszło! Nie sądzisz?
-Ha! Jego mina był bezcenna!- oboje śmialiśmy się podchodząc do stolika zapisów. Judyta z Olą już tam były. Naprawdę nie mam pojęcia, o której te dziewczyny wstają! Na nasz widok prawie pospadały ze stołków.
-I jak? Może być? Zapisuj!
-Dobrze, już zapisuję...- widziałam jak cała czerwienieje ze złości. O to mi chodziło!- Proszę, tu jest koperta z waszym zadaniem. Aha, muszę cię poinformować, o naszej konkurencji, do konkursu zgłosili się jeszcze: Sandra i Maks z pierwszej c- Maks ma gadane ale powinno być łatwo...-, Julka i Sebastian z trzeciej a- tu nawet nie ma czego komentować, Sebastian to bufon a i Julka nie ma wielu znajomych...- i Judyta i Albert z pierwszej b- znów uśmiechnęła się tak perfidnie jak tylko mogła.
-Zaraz, zaraz jakie zadanie?- widziałam jak Ola po cichu złośliwie chichocze.
-Ach! Prawda-i kolejny perfidny uśmiech- każda para otrzymała jakieś zadanie do wykonania, na przykład my z Albertem mamy za zadanie nakręcić pięciominutowy film o naszej miłości...- dziwnym trafem wcale nie zrobiło mi się smutno myśląc, że Albert kocha Judi a nie mnie...- To takie romantyczne! Prawda Ola?
-Tak, tak! Takie romantyczne!
            W tej jednej chwili czułam jak oblewam się zimny potem... Zadanie?! Jakie zadanie?! Tylko taki geniusz zła jak Judyta mógł coś takiego wymyślić! Naprawdę jedyne czego się w tej chwili bałam, to otworzyć tę durną, jakby tego było mało różowiutką kopertę! Odeszliśmy z Bartkiem kawałek od stolika i usiedliśmy na najbliższej ławce. Tu złapała nas Lucyna.
- I co? Jak wam poszło? Jak się czujecie? Co to za list trzymasz?- zalana tysiącami pytań zadanych przez Lucy, mając na sobie czujny, zakłopotany wzrok Bartka myślałam, że zaraz nie wytrzymam.
- Spokojnie Roksa... Będzie dobrze. Otwórz kopertę.- Bartek nie spuszczał wzroku z papierka.
- Lucyna, powoli... Na razie jest ok, wkurzyliśmy Alberta- myśląc, jak wtedy głupio wyglądał tymczasowo poprawił mi się humor- A to małe ustrojstwo, to nie jest żaden list tylko zadanie! Zadanie wymyślone zapewne przez Judytę i Milenę, które mamy wykonać.

niedziela, 22 lutego 2015

Chłopak z sąsiedztwa Rozdział I cz. II

Witam! W to niedzielne przedpołudnie chciałabym się z Wami podzielić kolejną częścią opowiadania. Chętnie przyjmę opinie na temat moich "wypocin". Pozdrawiam, miłego czytania :)



- Spoko! Ale na słowo ci nie uwierzę! Przyprowadź go jutro, to wtedy cię zapiszę!- krzyczała na cały korytarz, specjalnie, żeby upokorzyć mnie następnego dnia przed całą szkołą...
            Po lekcji oczywiście wygarnęłam Lucynie, chyba jej odbiło! Chciała mi do następnego dnia znaleźć chłopaka! Pff... Kolejne lekcje mijały spokojnie, a kiedy na przerwach widziałam Judytę chciałam to wszystko jakoś odkręcić, ale Lucy mnie powstrzymywała... na co ja liczyłam?! Chyba na to, że kiedy wyjdę ze szkoły z nieba spadnie jakiś Romeo i walnie mnie bukietem róż w głowę!
            Kiedy po ostatniej lekcji wyszłam z Lucyną i Bartkiem przed szkołę o mało nie zemdlałam! Z obrzydzenia i wściekłości oczywiście! Musiałam patrzeć jak Judyta całuje się z... no właśnie to był Albert! Na szczęście Bartkowi udało się zaparkować blisko wejścia ( tak, miał prawo jazdy) i szybko weszłam do auta, tak, że oni mnie nie zauważyli. Z Lucy żegnałam się już tylko przez uchyloną szybkę.
- Pa! Do jutra!- machnęłam ręką i zamknęłam szybę, po czym skuliłam się na przednim fotelu tak, by nikt mnie nie mógł zobaczyć.- Jedź, szybko!
-Pff...- Bartek nie potrafił przestać się śmiać- Usiądź normalnie i się nie wygłupiaj, bo nie pojadę! - cały czas się ze mnie nabijał...
-Dobra...- pech chciał, że akurat w momencie, gdy się wychylałam patrzyli się na mnie Albert i Judyta- No to pięknie...- zdążyłam tylko zobaczyć głupią minę Alberta i złośliwy uśmiech Judyty, Bartek dodał gazu.
- Naprawdę aż tak ci zależy na opinii tego bufona?- zerknął na mnie w chwili, gdy zapinałam pasy i włosy całkowicie opadły mi na twarz, tak, że nie widział moich szklących się oczu i czerwonych jak dwa buraki policzków.
-Wiesz...- zaczęłam ale czułam, że łamie mi się głos więc odchrząknęłam, poprawiłam włosy i patrząc w lusterko stwierdziłam, że zaczynam znowu przypominać człowieka- On nie przestał być dla mnie ważny...
-Okej- przerwał mi- a co to za akcja była dzisiaj z Judytą na korytarzu?- zmienił temat, wiedział, że ciężko mi jest wypowiadać się na temat Alberta.
-Oooo...- znowu przypomniałam sobie, że jutro prawdopodobnie będzie mój najgorszy dzień w czasach liceum...- Lucyna wcisnęła Judycie kit, że mam chłopaka, bo bez tego nie mogę wziąć udziału w konkursie na królową wiosny... A jutro mam jej go przedstawić- przy Bartku czułam, że czerwienię się, kiedy opowiadam o takich "błahostkach" z życia nastolatki, był tylko rok starszy, a jednak doroślejszy ode mnie.
-Hmm... Ciężka sprawa, ale wiesz co? Mam pomysł... Tylko nie wiem, czy się zgodzisz...
-Mów!- byłam gotowa na wszystko, byleby tylko nie wyjść na totalną sciemniarę przed całą szkołą
- Do tego balu wiosennego, co nie? On jest w sobotę, prawda?
-Mhm...
-Moglibyśmy...-żachnął się- nie, to głupie...- zaczął się śmiać i poczułam, że mi też jest coraz bardziej wesoło, bez powodu, po prostu, kiedy widziałam jak on się śmieje mi od razu poprawiał się humor- udawać, że jesteśmy, no wiesz... parą!
-Haha!- śmiałam się już na całego- Ty wiesz, że to nie jest głupi pomysł?
- I w dodatku oboje byśmy zyskali! Ty byś miała swojego " potencjalnego króla" i wzbudziłabyś zazdrość w Albercie, a o mnie może by przestały krążyć te plotki, które puściła Amelia...- w międzyczasie zdążyliśmy już dojechać do domu.
- No dobrze! Spróbujmy! A więc: " Do widzenia kochanie!"- śmiałam się dalej zamykając drzwi forda.
-Pa Misiu!- dawno nie widziałam, żeby Bartek dostał takiej głupawki ( dawno, czyli mniej więcej kilkanaście godzin temu, na grillu oglądając nasze zdjęcia z dzieciństwa)
            Weszłam do domu, nie śmiejąc się już tak głośno, tylko z lekkim uśmiechem na twarzy. Włożyłam kurtkę do garderoby, położyłam plecak na podłodze, rozwiązałam tenisówki i spojrzałam w lustro. Bez wątpienia nadal byłam tą samą Roksaną ( mimo tego "udawania"), która miała cieme włosy i karnację ale za to niebieskie oczy, konkretniej granatowe. Splotłam włosy w luźny warkocz, za pomocą gumki, którą zawsze nosiłam na nadgarstku. Kiedy miałam spięte włosy, sięgały do moich bioder. Wzięłam z paczki jedną gumę do żucia i "przywitałam się" z rodzicami głośnym "Cześć!", po czym udałam się po schodach do mojego pokoju. Zastałam w nim te sam "artystyczny nieład" to jest: bałagan, który zostawiłam rano. Rzuciłam plecakiem w kąt i usiadłam na łóżku wyciągając telefon z kieszeni bluzy. Wybrałam numer do Lucyny i przedstawiłam plan mój i Bartka.
- Tylko wiesz!- na pożegnanie jak zwykle miałam otrzymać od Lucy jakąś przestrogę, czy dobrą radę.
- Co wiem?- byłam już trochę zirytowana jej ciągłymi dobrymi radami.
-Ty się przypadkiem w Bartku nie zakochaj! Rozumiesz! To nie byłoby dobre dla waszej znajomości!-mówiła całkiem poważnie, co mnie trochę zdziwiło.
-Bez obaw! Bartek, jak już ci mówię chyba drugi, czy trzeci raz chce tylko odzyskać dobre zdanie o sobie, a ja chcę odzyskać Alberta!- zapewniałam ją już chyba trzeci raz podczas naszej piętnastominutowej rozmowy.
- Ja mam nadzieję! Pa, do jutra!- chyba się trochę uspokoiła.
-Pa!- rozłączyłam się szybko, żeby już nic nie dodała.
            Nie chciało mi się odrabiać pracy domowej, więc jak zwykle, kiedy nic mi się nie chce zaczęłam malować paznokcie, odtwarzając rozmowy i zdarzenia, w których brałam dzisiaj udział. Doszłam już do momentu, w którym Lucy przestrzegała mnie przed tym, żeby się nie zakochać. Faktycznie, jakkolwiek by nie spojrzeć, Bartek był naprawdę przystojny: ciemne oczy razem z nie za krótko ściętymi, ciemnymi lokami i rzędem białych jak śnieg zębów kiedy się uśmiechał, plus do tego wysportowana sylwetka ( w końcu dwa razy w tygodniu chodził na siłownię, czasami mnie zabierał i było widać, że nie tylko dla image' u tam przychodzi) dawały niezłe połączenie... Ale nie był w moim typie, przecież ja wolałam słodkich blondynów z jasnymi oczami, takich jak Albert.

środa, 18 lutego 2015

Chłopak z sąsiedztwa Rozdział I cz. I



Nigdy nie miałam zbyt optymistycznego podejścia do tych wszystkich tandetnych miłosnych historii, które zwykły czytywać wszystkie moje przyjaciółki. Jak możecie się domyślić po poprzednim moim wyznaniu nie wierzyłam też w happy endy, kiedy to książę ratuje księżniczkę od wielgachnego smoka i opowieść kończy się ślubem i dwójką wspaniałych, gaworzących dzieci. Jednak życie lubi zadrwić z takich osób jak ja i specjalnie zsyła na nas coś takiego, co wierząca w takie " brednie" dwunastoletnia dziewczynka nazwałaby bajką. 
         Przedstawię się Wam teraz, jak powinno to być w tego typu książkach: jestem Roksana i mam siedemnaście lat. Moja najlepsza przyjaciółka ma na imię Lucyna i znamy się od czwartej klasy podstawówki. Postanowiłyśmy iść razem do liceum na profil humanistyczny, a następnie zostać nauczycielkami lub coś w tym rodzaju, sami wiecie. Do tego samego liceum wybrał się także mój najlepszy przyjaciel, z którym znam się od zawsze ( mówię na serio, wprowadziłam się z rodzicami do Radomia, kiedy miałam sześć miesięcy). Bartek był rok starszy ode mnie i Lucyny, jednak nie przeszkadzało to w zostaniu trójką najlepszych przyjaciół, których w naszej okolicy znał każdy. W zeszłym roku do naszej paczki dołączył Albert- mój chłopak i Amelia- dziewczyna Bartka. Lucyna nie chciała, żeby jej chłopak się do nas dołączał. Twierdziła, że to zepsuje ich relacje ( może miała rację...) . Z Amelią szybko znalazłyśmy wspólny język, w końcu Bartek był dla mnie jak starszy brat i wiedziałam o nim wszystko. W każdym razie Amelia wyprowadziła się stąd mniej więcej pół roku temu zostawiając Bartka bez cienia nadziei, że ich związek ma szanse przetrwania. Mało tego, chcąc zostawić po sobie jakieś wspomnienie, odchodząc puściła plotkę, że zostawia go dlatego, że jest... gejem. Tak więc zakończyła się nasza znajomość. Teraz, kiedy przypadkiem zobaczyłabym ją w galerii z jakimś chłopakiem mam ochotę przewiercić ją wzrokiem...
            Albert oczywiście był zazdrosny o to, że tak dobrze dogaduję się z Bartkiem i robił mi wyrzuty za każdym razem, kiedy o nim wspominałam. W końcu stwierdził, że nie będzie już dłużej z dziewczyną, której na nim nie zależy. Skoro tak stwierdził, to postanowiłam się o niego postarać. Niestety, naszego związku nie udało się uratować, ja jednak cały czas starałam się go odzyskać. Nie miałam konkretnego planu, po prostu na każdej przerwie w szkole ( tak, Albert też poszedł do tego samego liceum, mówiłam Wam o paczce, bla, bla, bla... )podchodziłam do niego, zagajałam jakieś tematy  do rozmowy i tak dalej... jednak wkrótce miał się zrodzić "doskonały" plan.
            Poniedziałki, jak wszyscy wiemy bywają trudne. Tym bardziej, jeżeli rodzice nie zamierzają się wynieść z grilla u sąsiadów (u rodziców Bartka- mieszkają naprzeciwko mnie) przed jedenastą w nocy, a ty masz jeszcze masę pracy domowej. Rano wstałam tak niewyspana, że parapet szkolny wydawał się idealnym miejscem na ucięcie sobie drzemki... Jednak nie, nie skorzystałam z oferty, która wydała mi się nawet atrakcyjna...
- Roksa! Chodź szybko! Padniesz, mam taką bombę, że chyba naprawdę musisz usiąść!- jak zwykle pełna optymizmu i radości Lucyna, nie dała się długo prosić o wyjaśnienie tej jakże nagłej napaści... mówiąc szczerze wypaliła z "bombowym" newsem od razu, nie czekając aż gdzieś usiądę- Samorząd organizuje konkurs na królową wiosny!- bomba! Samorząd= Judyta...Zaraz Wam wszystko wyjaśnię- Musisz wziąć udział Roksa, musisz!
-Taa... W samorządzie jest Judyta, prawda?- w tym miejscu powinnam sprostować: kiedy przyszłam do liceum wszystko wydawało się takie kolorowe. Wiadomo, nowi ludzie, którzy jeszcze nie mają o tobie zdania, czyli potencjalni kandydaci na przyjaciół. Owszem wszyscy, oprócz Judyty i Oli. Były w mojej klasie od września a ja od pierwszego wejrzenia widziałam, że Judyta, to taki typ człowieka, z którym na pewno nie mam ochoty się przyjaźnić. Miała starszą siostrę- przewodniczącą szkoły Milenę. Dostała się do samorządu za jej pośrednictwem. Gwiazda klasowa, a nawet pomalutku wspinała się na szczyty popularności w szkole... A Ola? Wierny pomagier czarownicy, czarny kruk, kot, czy jakoś tam.
- Pff... W czym ona jest lepsza od ciebie? Chyba tylko w udawaniu wielkiej gwiazdy, no chodź zapisz się chociaż! Spróbuj swoich sił!
            Przyznam szczerze, że lubię tego typu rywalizację i nie, nie boję się przegranej z Judytą, tylko pewnie to ona z jej siostrą wymyślały reguły konkursu. A one nie są do końca normalne ale i tak już nie miałam wyjścia, bo Lucyna zaciągnęła mnie do stolika, przy którym oczywiście zapisy prowadziła Judyta z Olą.
- Witam panie! Przyszłaś się zapisać Roksana? Spoko... Nie, żeby coś, ale i tak nie masz szans... ze mną.- złośliwym uśmieszkiem skwitowała swoją wypowiedź.
-Mam takie same szanse jak ty, poza tym odkąd to wielka Judi- tak, życzyła sobie, żeby zwracać się do niej, jak sądziła angielską wersją jej imienia- zadaje się z takim plebstem jak ja?- tak, tak przyznaję, popisywałam się, ale jej mina była bezcenna...- No pisz pisz, bo chyba po to tu jesteś.
-Okej, zapiszę cię, ale czy na pewno spełniasz wszystkie wymogi do tego, żeby się kwalifikować?- znów ten złośliwy uśmiech- Z tego, co mi wiadomo, rozstałaś się z Albertem.- cios poniżej pasa...- Tak moja droga! Żeby móc się zapisać do naszego konkursu, musisz mieć swojego potencjalnego króla...
- A skąd wiesz, że Roksa jest sama? Właśnie, że ma chłopaka!- wyparowała Lucy, po czym odwróciła się na pięcie pociągając mnie za sobą. Szkoda, że zadzwonił dzwonek- miałam wielką ochotę wydrapać jej oczy...



Jeżeli się spodobało, to jutro wstawię drugą część ;) Z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze dotyczące mojego opowiadania :) Pozdrawiam ciepło Wasza Sunshine.