piątek, 27 lutego 2015

Chłopak z sąsiedztwa Rozdział II cz. II

Witam! :) Kończąc rozdział drugi chyba opuściła mnie moja wena, więc nie zdziwcie się błędami interpunkcyjnymi, zbyt częstymi powtórzeniami jakichś słów i tym podobnymi. Jutro zamierzam zacząć pisać trzeci rozdział, bo zazwyczaj w weekendy napada mnie dość weny, żeby sklecić kilka sensownych zdań. ;) Przy okazji, chciałabym się z Wami podzielić piosenką, która ostatnio poprawia mi humor. Jest to piosenka Elen Levon- Wild Child. A także zaproponować świetną lekturę na zapełnienie wolnego czasu ( prawdopodobnie to właśnie ona jest powodem ostatniego spadku mojej weny :D ): Elisa Puricelli Guerra- Czarne serce. Znakomita książka, w której bohaterowie książek ożywają... Kończąc, polecam wymienione tytuły i zapraszam do czytania bloga ;). Pozdrawiam, miłej lektury. Wasza Sunshine :)



- No to na co czekasz, otwórz to!- ponaglana przez moich obserwatorów w końcu zdecydowałam się rozerwać kopertę. Oto, co tam wtedy zobaczyliśmy:
            ZADANIE
JUTRO PO POŁUDNIU, O GODZINIE SZESNASTEJ TRZYDZIEŚCI STAWCIE SIĘ W GABINECIE PANI DYREKTOR. BĘDZIE TAM NA WAS CZEKAŁO DWOJE UCZNIÓW WYZNACZONYCH NA "EGZAMINATORÓW". ZOSTANIECIE PRZYDZIELENI DO DWÓCH POKOI, W KTÓRYCH TO EGZAMINATORZY BĘDĄ ZADAWALI WAM PYTANIA DOTYCZĄCE DRUGIEJ POŁÓWKI. WASZYM ZADANIEM JEST UDZIELENIE POPRAWNEJ ODPOWIEDZI NA KAŻDE Z PYTAŃ. UWAGA!!! ODPOWIEDZI MUSZĄ BYĆ JEDNAKOWE!!! INACZEJ GROZI WAM DYSKWALIFIKACJA!
ŻYCZYMY POWODZENIA!
       SAMORZĄD SZKOLNY
-Uff... Już myślałam, że będziemy musieli kręcić jakieś bezsensowne telenowele!- zaśmiałam się nerwowo. Z całej naszej trójki w tej jednej chwili opadł ogromny stres.- To będzie banalnie proste!
- O Boże! Ale nerwy! Gorzej niż przed sprawdzianem z matmy!- pozwólcie, że sprostuję: nikt z nas nie był specjalnie dobry z wyżej wymienionego przedmiotu szczególnie Bartek, a nasza pani profesor do sprawdzianów dobierała takie zadania, że głowa mała...
- Ale wy macie szczęście! Słyszałam, że Julka, wiecie ta z trzeciej wylosowała zadanie...
            Nie słyszałam dalszej treści dziennej dawki " gorących ploteczek", które zazwyczaj fundowała mi Lucy. Mój wzrok skupił się na Judycie, która szemrała coś Oli do ucha patrząc w naszą stronę... Ona coś kombinowała! Byłam tego pewna! Dzwonek zaczął już dzwonić, więc powoli kierowałam się do klasy historycznej przejmując się tylko tym, czy mój esej spodoba się pani Owcy. To tylko takie przezwisko...
            Na długiej przerwie postanowiłam, że pójdę się troszkę odświeżyć do szkolnej ubikacji. Tego dnia było wyjątkowo ciepło, a ja charakteryzowałam się tym, że kiedy było duszno lubiłam sobie "odlecieć", w sensie zemdleć. Weszłam po cichu do toalety i podeszłam do umywalki umieszczonej za filarem. Odkręciłam wodę, gdy drzwi toalety z hukiem się otworzyły. Były to raczej dwie osoby i raczej nie chciały, żeby ktoś je podsłuchał... Głos jednego z rozmówców należał bez wątpienia do Judyty, natomiast drugi w ogóle się nie odzywał. Judyta mówiła coś o "złamaniu kogoś jak suchej frytki, żeby nie mógł się pozbierać do kupy" czy coś w tym rodzaju. Kiedy wyszły, miałam silne przeświadczenie, że Czarownica domyśla się, że ja tak naprawdę nie jestem z Bartkiem. Po wyjściu z toalety postanowiłam go ostrzec. Jakoś dziwnie zaczęłam się o niego martwić... Nie to, żebym wcześniej się nie martwiła ale zaczynałam wątpić w to, czy w ogóle chcę jeszcze odzyskać Alberta... Jeżeli potraficie się domyślić o co mi chodzi...
            Zanim się obejrzałam lekcje się skończyły. Bartek we wtorki kończył o tej samej porze co ja, więc nie musiałam wracać trzy kilometry pieszo...
-Bartek, muszę ci coś powiedzieć- zaczęłam rozmowę kiedy już siedzieliśmy w samochodzie- dzisiaj w toalecie przez przypadek podsłuchałam ciekawą rozmowę...- w skrócie opowiedziałam mu o co chodziło i zdradziłam moje obawy.
-Nie sądzę, żeby Judyta posnęła się tak daleko- uśmiechnął się do mnie tym samym mnie trochę uspokajając i... onieśmielając ale nie dałam nic po sobie poznać, przynajmniej tak myślałam- Nie uważasz, że Ola jest trochę no wiesz... biedna przy niej?- Bartek miał dobra serce ale to o Oli mi już trochę podpadło ( znów możecie się domyślić, o co mi chodzi).
-Ola ci się podoba?- wypaliłam niewiele myśląc. Zachowałam się, jakby on naprawdę był moim chłopakiem! Bardzo się zawstydziłam- Przepraszam, to jest twoja sprawa i nie powinnam się do tego mieszać.- powiedziałam tak szybko, jak tylko mogłam. Czułam, jak się czerwienię!- Znam Olę. Chodziła ze mną do piątej klasy, potem się przeprowadziła. Ona już wtedy wybrała sobie taką "przyjaciółkę". Czasami wydaje mi się, że chce tego, żeby nią rządzić... Rozumiesz? Potrzebuje takiego... Hmm... Wodza.
-Hmm...- nie umiał ukrywać swoich uczuć, widać było, że on także strasznie się zawstydził. Moja porażka...- Nie wiem, może i tak...
            Szczęśliwie, zaraz po zakończeniu tej rozmowy dojechaliśmy do domu. Już miałam wchodzić do środka, kiedy usłyszałam, że Bartek woła do mnie sprzed garażu.
- Do jutra! Oby nasze „przedstawienie” dalej się wszystkim podobało!
- Tak! Do jutra! Mój aktorze!
            Weszłam do domu. Jak zwykle przywitałam się z rodzicami, spięłam włosy w kucyk i skierowałam się do pokoju. Kiedy już się tam znalazłam usiadłam na łóżku i zaczęłam rozmyślać o moim nietaktownie i nieprzemyślanie zadanym pytaniu. Co mnie tchnęło, żeby je zadawać? Jakikolwiek był tego powód, nad którym postanowiłam się dłużej nie zastanawiać, było mi tak okropnie głupio! Myślałam, czy by do niego nie zadzwonić ale stwierdziłam, że byłoby to co najmniej dziwne. Nie chciałam dłużej zaprzątać sobie głowy tymi myślami więc zabrałam się za odrabianie prac domowych, których jak na złość tego dnia zadali bardzo mało. Matma poszła mi szybko, bo cóż trudnego w geometrii. Za to zdanie z polskiego dla mnie było nie do ruszenia w tym momencie. Nasza wspaniała polonistka kazała nam napisać list. Ktoś mógłby pomyśleć, że napisanie listu nie powinno sprawiać większego problemu ale jaki był temat! Napisać do osoby, której dawno się nie widziało a w dodatku to nie miała być jakaś tam osoba! To miała być osoba, którą darzyło się uczuciem... Oczywiście zadanie miało być gotowe na następny dzień. Nigdy nie lubiłam zwlekać z dokańczaniem czegoś, a skoro już zabrałam się za zadania musiałam się zmierzyć i z tym. Chciałam aby list, który napiszę był kierowany do Alberta, oczywiście nie bezpośrednio! Ale czemu by nie przemycić cichcem jakiegoś szczerego wyznania w mojej pracy? Niestety myśląc o nim nic dobrego nie przychodziło mi na myśl. Spróbowałam napisać coś o jego pięknych, niebieskich oczach ale w tekście nie wydawały się już one takie piękne. Pomyślałam, że w sumie nie zaszkodzi trochę ubarwić mojego listu, tym samym utrudniając odnalezienie prawowitego adresata w naszej szkole. Więc Romeo z mojego listu miał piękne, głębokie oczy w piwnym kolorze ( dziwnie przypominającym te, należące do Bartka), ciemne włosy… Zaraz, zaraz… Nie minęła chwila, za nim zorientowałam się, że pisząc ten głupi list ( kończyłam już rozwinięcie, więc moja praca miała się ku końcowi) cały czas wyobrażałam sobie Bartka, który wyszczerzał zęby w jednym ze swoich powalających uśmiechów… Zdecydowanie czułam się z tym źle i tego dnia postanowiłam odpuścić sobie już powrót do świata realnego. Kiedy skończyłam z listem od razu zajęłam łazienkę, a wchodząc pod prysznic z moim wodoodpornym odtwarzaczem MP3 dokładnie zaplanowałam sobie wieczór: tylko ja i książka, którą niedawno wypożyczyłam w przyjemnym półmroku panującym w moim pokoju.

1 komentarz:

  1. Super, Karola! :) A co do piosenki lubię Elen Levon- Wild Child lubię ją! :D

    OdpowiedzUsuń