- No to na
co czekasz, otwórz to!- ponaglana przez moich obserwatorów w końcu zdecydowałam
się rozerwać kopertę. Oto, co tam wtedy zobaczyliśmy:
ZADANIE
JUTRO PO POŁUDNIU, O GODZINIE SZESNASTEJ TRZYDZIEŚCI STAWCIE SIĘ W
GABINECIE PANI DYREKTOR. BĘDZIE TAM NA WAS CZEKAŁO DWOJE UCZNIÓW WYZNACZONYCH
NA "EGZAMINATORÓW". ZOSTANIECIE PRZYDZIELENI DO DWÓCH POKOI, W
KTÓRYCH TO EGZAMINATORZY BĘDĄ ZADAWALI WAM PYTANIA DOTYCZĄCE DRUGIEJ POŁÓWKI.
WASZYM ZADANIEM JEST UDZIELENIE POPRAWNEJ ODPOWIEDZI NA KAŻDE Z PYTAŃ.
UWAGA!!! ODPOWIEDZI MUSZĄ BYĆ JEDNAKOWE!!! INACZEJ
GROZI WAM DYSKWALIFIKACJA!
ŻYCZYMY POWODZENIA!
SAMORZĄD SZKOLNY
-Uff... Już
myślałam, że będziemy musieli kręcić jakieś bezsensowne telenowele!- zaśmiałam
się nerwowo. Z całej naszej trójki w tej jednej chwili opadł ogromny stres.- To
będzie banalnie proste!
- O Boże!
Ale nerwy! Gorzej niż przed sprawdzianem z matmy!- pozwólcie, że sprostuję:
nikt z nas nie był specjalnie dobry z wyżej wymienionego przedmiotu szczególnie
Bartek, a nasza pani profesor do sprawdzianów dobierała takie zadania, że głowa
mała...
- Ale wy macie
szczęście! Słyszałam, że Julka, wiecie ta z trzeciej wylosowała zadanie...
Nie słyszałam dalszej treści
dziennej dawki " gorących ploteczek", które zazwyczaj fundowała mi
Lucy. Mój wzrok skupił się na Judycie, która szemrała coś Oli do ucha patrząc w
naszą stronę... Ona coś kombinowała! Byłam tego pewna! Dzwonek zaczął już
dzwonić, więc powoli kierowałam się do klasy historycznej przejmując się tylko
tym, czy mój esej spodoba się pani Owcy. To tylko takie przezwisko...
Na długiej przerwie postanowiłam, że
pójdę się troszkę odświeżyć do szkolnej ubikacji. Tego dnia było wyjątkowo
ciepło, a ja charakteryzowałam się tym, że kiedy było duszno lubiłam sobie
"odlecieć", w sensie zemdleć. Weszłam po cichu do toalety i podeszłam
do umywalki umieszczonej za filarem. Odkręciłam wodę, gdy drzwi toalety z
hukiem się otworzyły. Były to raczej dwie osoby i raczej nie chciały, żeby ktoś
je podsłuchał... Głos jednego z rozmówców należał bez wątpienia do Judyty,
natomiast drugi w ogóle się nie odzywał. Judyta mówiła coś o "złamaniu
kogoś jak suchej frytki, żeby nie mógł się pozbierać do kupy" czy coś w
tym rodzaju. Kiedy wyszły, miałam silne przeświadczenie, że Czarownica domyśla
się, że ja tak naprawdę nie jestem z Bartkiem. Po wyjściu z toalety postanowiłam
go ostrzec. Jakoś dziwnie zaczęłam się o niego martwić... Nie to, żebym
wcześniej się nie martwiła ale zaczynałam wątpić w to, czy w ogóle chcę jeszcze
odzyskać Alberta... Jeżeli potraficie się domyślić o co mi chodzi...
Zanim się obejrzałam lekcje się
skończyły. Bartek we wtorki kończył o tej samej porze co ja, więc nie musiałam
wracać trzy kilometry pieszo...
-Bartek,
muszę ci coś powiedzieć- zaczęłam rozmowę kiedy już siedzieliśmy w samochodzie-
dzisiaj w toalecie przez przypadek podsłuchałam ciekawą rozmowę...- w skrócie
opowiedziałam mu o co chodziło i zdradziłam moje obawy.
-Nie sądzę,
żeby Judyta posnęła się tak daleko- uśmiechnął się do mnie tym samym mnie
trochę uspokajając i... onieśmielając ale nie dałam nic po sobie poznać,
przynajmniej tak myślałam- Nie uważasz, że Ola jest trochę no wiesz... biedna
przy niej?- Bartek miał dobra serce ale to o Oli mi już trochę podpadło ( znów
możecie się domyślić, o co mi chodzi).
-Ola ci się
podoba?- wypaliłam niewiele myśląc. Zachowałam się, jakby on naprawdę był moim
chłopakiem! Bardzo się zawstydziłam- Przepraszam, to jest twoja sprawa i nie
powinnam się do tego mieszać.- powiedziałam tak szybko, jak tylko mogłam.
Czułam, jak się czerwienię!- Znam Olę. Chodziła ze mną do piątej klasy, potem
się przeprowadziła. Ona już wtedy wybrała sobie taką "przyjaciółkę".
Czasami wydaje mi się, że chce tego, żeby nią rządzić... Rozumiesz? Potrzebuje
takiego... Hmm... Wodza.
-Hmm...-
nie umiał ukrywać swoich uczuć, widać było, że on także strasznie się
zawstydził. Moja porażka...- Nie wiem, może i tak...
Szczęśliwie, zaraz po zakończeniu
tej rozmowy dojechaliśmy do domu. Już miałam wchodzić do środka, kiedy
usłyszałam, że Bartek woła do mnie sprzed garażu.
- Do jutra!
Oby nasze „przedstawienie” dalej się wszystkim podobało!
- Tak! Do
jutra! Mój aktorze!
Weszłam do domu. Jak zwykle
przywitałam się z rodzicami, spięłam włosy w kucyk i skierowałam się do pokoju.
Kiedy już się tam znalazłam usiadłam na łóżku i zaczęłam rozmyślać o moim
nietaktownie i nieprzemyślanie zadanym pytaniu. Co mnie tchnęło, żeby je
zadawać? Jakikolwiek był tego powód, nad którym postanowiłam się dłużej nie
zastanawiać, było mi tak okropnie głupio! Myślałam, czy by do niego nie
zadzwonić ale stwierdziłam, że byłoby to co najmniej dziwne. Nie chciałam
dłużej zaprzątać sobie głowy tymi myślami więc zabrałam się za odrabianie prac
domowych, których jak na złość tego dnia zadali bardzo mało. Matma poszła mi
szybko, bo cóż trudnego w geometrii. Za to zdanie z polskiego dla mnie było nie
do ruszenia w tym momencie. Nasza wspaniała polonistka kazała nam napisać list.
Ktoś mógłby pomyśleć, że napisanie listu nie powinno sprawiać większego problemu
ale jaki był temat! Napisać do osoby, której dawno się nie widziało a w dodatku
to nie miała być jakaś tam osoba! To miała być osoba, którą darzyło się
uczuciem... Oczywiście zadanie miało być gotowe na następny dzień. Nigdy nie
lubiłam zwlekać z dokańczaniem czegoś, a skoro już zabrałam się za zadania
musiałam się zmierzyć i z tym. Chciałam aby list, który napiszę był kierowany
do Alberta, oczywiście nie bezpośrednio! Ale czemu by nie przemycić cichcem jakiegoś
szczerego wyznania w mojej pracy? Niestety myśląc o nim nic dobrego nie
przychodziło mi na myśl. Spróbowałam napisać coś o jego pięknych, niebieskich
oczach ale w tekście nie wydawały się już one takie piękne. Pomyślałam, że w
sumie nie zaszkodzi trochę ubarwić mojego listu, tym samym utrudniając
odnalezienie prawowitego adresata w naszej szkole. Więc Romeo z mojego listu
miał piękne, głębokie oczy w piwnym kolorze ( dziwnie przypominającym te,
należące do Bartka), ciemne włosy… Zaraz, zaraz… Nie minęła chwila, za nim zorientowałam
się, że pisząc ten głupi list ( kończyłam już rozwinięcie, więc moja praca
miała się ku końcowi) cały czas wyobrażałam sobie Bartka, który wyszczerzał
zęby w jednym ze swoich powalających uśmiechów… Zdecydowanie czułam się z tym
źle i tego dnia postanowiłam odpuścić sobie już powrót do świata realnego.
Kiedy skończyłam z listem od razu zajęłam łazienkę, a wchodząc pod prysznic z
moim wodoodpornym odtwarzaczem MP3 dokładnie zaplanowałam sobie wieczór: tylko
ja i książka, którą niedawno wypożyczyłam w przyjemnym półmroku panującym w
moim pokoju.
Super, Karola! :) A co do piosenki lubię Elen Levon- Wild Child lubię ją! :D
OdpowiedzUsuń