poniedziałek, 23 lutego 2015

Chłopak z sąsiedztwa Rozdział II cz. I.

No hej :) A więc! Nareszcie doczekałam się pierwszego komentarza na temat mojej twórczości! W dodatku pozytywnego! Nawet nie wiecie, jak mnie to cieszy! :D A z tej radości dziś częstuję Was kolejną porcją mojego opowiadania. Miłej lektury! Pozdrawiam serdecznie, Wasza Sunshine :*



Idę do szkoły! Na razie!- krzyknęłam do mamy wychodząc z domu- Tata nie musi po mnie przyjeżdżać, wrócę z Bartkiem!
-Cześć! Miłego dnia!
            Poprzedniego dnia poszłam spać późno. Miałam do napisania esej z historii a zabrałam się za niego dopiero po dwudziestej pierwszej. Do tej godziny starałam się wyobrazić sobie minę Alberta i Judyty, na wieść o tym, że "chodzę z Bartkiem". Dokładnie przemyślałam sobie, jak powiem o tym Judycie, ona wtedy pomyśli " A niech to! Jednak mam konkurencję!" ( bo oprócz mnie i Judyty nikt inny nie zgłosił się do konkursu) ale najbardziej chciałam zobaczyć minę Alberta...
- No hej, gotowy na pierwszy dzień przedstawienia?- Bartek jak zwykle czekał już pod moim domem, choć nie było wielkim wysiłkiem wyjechać przed garaż i zaparkować po drugiej stronie ulicy.
-Jasne! Jestem bardzo ciekawy jak wszyscy zareagują!- uśmiechnął się i było widać, że podobnie jak ja bardzo się stresował.
            Przez resztę drogi do szkoły nie zamieniliśmy już ani słowa. Atmosfera była dość napięta, chociaż oboje wiedzieliśmy, że nie powinniśmy brać tego na poważnie. Bartek zaparkował kawałek drogi od szkoły, tak że mogliśmy obmyślić plan działania.
- Okej, mamy jeszcze trochę czasu bo jest za dwadzieścia, więc kiedy wejdziemy do szkoły zaraz podejdziemy się zapisać. Przed wejściem mnie obejmij, tak żeby wyglądało, jakbyśmy, no wiesz... byli parą.
- Dobra, mam coś mówić, kiedy podejdziemy do Judyty?
- Nie musisz, poradzę sobie.- uśmiechnęłam się do niego i zamrugałam porozumiewawczo, bo właśnie zauważyłam jakichś ludzi z mojej klasy.
            Właśnie wchodziliśmy na dziedziniec, kiedy poczułam, że Bartek mnie do siebie przytula. Myślałam, że będzie to dla mnie dziwne uczucie, bo jak wiecie traktowałam go jak brata ale o dziwo poczułam, że jest mi tak jakoś przyjemnie ciepło... na sercu. Plotę głupoty! Zbliżyliśmy się do...
- O hej Albert!- widziałam tą zazdrość w jego oczach! Tak, dostał to, na co zasłużył!- Co tam u ciebie?- wiem, że to niehumanitarne ale postanowiłam się trochę nad nim popastwić, popatrzyłam na Bartka i już wiedział o co mi chodziło, dał mi buziaka w czoło- Jak ci leci?
- Mi? Aaa... nawet okej, widzę, że u ciebie świetnie...- znacząco popatrzył na mojego "chłopaka".
-Tak, jak widzisz będziecie mieli konkurencję z Judytą. Miłego dnia!- odeszliśmy kawałek i kiedy już byliśmy poza zasięgiem jego wzroku przybiliśmy piątkę.- Świetnie nam to poszło! Nie sądzisz?
-Ha! Jego mina był bezcenna!- oboje śmialiśmy się podchodząc do stolika zapisów. Judyta z Olą już tam były. Naprawdę nie mam pojęcia, o której te dziewczyny wstają! Na nasz widok prawie pospadały ze stołków.
-I jak? Może być? Zapisuj!
-Dobrze, już zapisuję...- widziałam jak cała czerwienieje ze złości. O to mi chodziło!- Proszę, tu jest koperta z waszym zadaniem. Aha, muszę cię poinformować, o naszej konkurencji, do konkursu zgłosili się jeszcze: Sandra i Maks z pierwszej c- Maks ma gadane ale powinno być łatwo...-, Julka i Sebastian z trzeciej a- tu nawet nie ma czego komentować, Sebastian to bufon a i Julka nie ma wielu znajomych...- i Judyta i Albert z pierwszej b- znów uśmiechnęła się tak perfidnie jak tylko mogła.
-Zaraz, zaraz jakie zadanie?- widziałam jak Ola po cichu złośliwie chichocze.
-Ach! Prawda-i kolejny perfidny uśmiech- każda para otrzymała jakieś zadanie do wykonania, na przykład my z Albertem mamy za zadanie nakręcić pięciominutowy film o naszej miłości...- dziwnym trafem wcale nie zrobiło mi się smutno myśląc, że Albert kocha Judi a nie mnie...- To takie romantyczne! Prawda Ola?
-Tak, tak! Takie romantyczne!
            W tej jednej chwili czułam jak oblewam się zimny potem... Zadanie?! Jakie zadanie?! Tylko taki geniusz zła jak Judyta mógł coś takiego wymyślić! Naprawdę jedyne czego się w tej chwili bałam, to otworzyć tę durną, jakby tego było mało różowiutką kopertę! Odeszliśmy z Bartkiem kawałek od stolika i usiedliśmy na najbliższej ławce. Tu złapała nas Lucyna.
- I co? Jak wam poszło? Jak się czujecie? Co to za list trzymasz?- zalana tysiącami pytań zadanych przez Lucy, mając na sobie czujny, zakłopotany wzrok Bartka myślałam, że zaraz nie wytrzymam.
- Spokojnie Roksa... Będzie dobrze. Otwórz kopertę.- Bartek nie spuszczał wzroku z papierka.
- Lucyna, powoli... Na razie jest ok, wkurzyliśmy Alberta- myśląc, jak wtedy głupio wyglądał tymczasowo poprawił mi się humor- A to małe ustrojstwo, to nie jest żaden list tylko zadanie! Zadanie wymyślone zapewne przez Judytę i Milenę, które mamy wykonać.

1 komentarz: