- Spoko!
Ale na słowo ci nie uwierzę! Przyprowadź go jutro, to wtedy cię zapiszę!-
krzyczała na cały korytarz, specjalnie, żeby upokorzyć mnie następnego dnia
przed całą szkołą...
Po lekcji oczywiście wygarnęłam
Lucynie, chyba jej odbiło! Chciała mi do następnego dnia znaleźć chłopaka!
Pff... Kolejne lekcje mijały spokojnie, a kiedy na przerwach widziałam Judytę
chciałam to wszystko jakoś odkręcić, ale Lucy mnie powstrzymywała... na co ja
liczyłam?! Chyba na to, że kiedy wyjdę ze szkoły z nieba spadnie jakiś Romeo i
walnie mnie bukietem róż w głowę!
Kiedy po ostatniej lekcji wyszłam z
Lucyną i Bartkiem przed szkołę o mało nie zemdlałam! Z obrzydzenia i
wściekłości oczywiście! Musiałam patrzeć jak Judyta całuje się z... no właśnie
to był Albert! Na szczęście Bartkowi udało się zaparkować blisko wejścia ( tak,
miał prawo jazdy) i szybko weszłam do auta, tak, że oni mnie nie zauważyli. Z
Lucy żegnałam się już tylko przez uchyloną szybkę.
- Pa! Do
jutra!- machnęłam ręką i zamknęłam szybę, po czym skuliłam się na przednim
fotelu tak, by nikt mnie nie mógł zobaczyć.- Jedź, szybko!
-Pff...-
Bartek nie potrafił przestać się śmiać- Usiądź normalnie i się nie wygłupiaj,
bo nie pojadę! - cały czas się ze mnie nabijał...
-Dobra...-
pech chciał, że akurat w momencie, gdy się wychylałam patrzyli się na mnie
Albert i Judyta- No to pięknie...- zdążyłam tylko zobaczyć głupią minę Alberta
i złośliwy uśmiech Judyty, Bartek dodał gazu.
- Naprawdę
aż tak ci zależy na opinii tego bufona?- zerknął na mnie w chwili, gdy
zapinałam pasy i włosy całkowicie opadły mi na twarz, tak, że nie widział moich
szklących się oczu i czerwonych jak dwa buraki policzków.
-Wiesz...-
zaczęłam ale czułam, że łamie mi się głos więc odchrząknęłam, poprawiłam włosy
i patrząc w lusterko stwierdziłam, że zaczynam znowu przypominać człowieka- On
nie przestał być dla mnie ważny...
-Okej-
przerwał mi- a co to za akcja była dzisiaj z Judytą na korytarzu?- zmienił
temat, wiedział, że ciężko mi jest wypowiadać się na temat Alberta.
-Oooo...-
znowu przypomniałam sobie, że jutro prawdopodobnie będzie mój najgorszy dzień w
czasach liceum...- Lucyna wcisnęła Judycie kit, że mam chłopaka, bo bez tego
nie mogę wziąć udziału w konkursie na królową wiosny... A jutro mam jej go
przedstawić- przy Bartku czułam, że czerwienię się, kiedy opowiadam o takich
"błahostkach" z życia nastolatki, był tylko rok starszy, a jednak
doroślejszy ode mnie.
-Hmm...
Ciężka sprawa, ale wiesz co? Mam pomysł... Tylko nie wiem, czy się zgodzisz...
-Mów!-
byłam gotowa na wszystko, byleby tylko nie wyjść na totalną sciemniarę przed
całą szkołą
- Do tego
balu wiosennego, co nie? On jest w sobotę, prawda?
-Mhm...
-Moglibyśmy...-żachnął
się- nie, to głupie...- zaczął się śmiać i poczułam, że mi też jest coraz
bardziej wesoło, bez powodu, po prostu, kiedy widziałam jak on się śmieje mi od
razu poprawiał się humor- udawać, że jesteśmy, no wiesz... parą!
-Haha!-
śmiałam się już na całego- Ty wiesz, że to nie jest głupi pomysł?
- I w
dodatku oboje byśmy zyskali! Ty byś miała swojego " potencjalnego króla"
i wzbudziłabyś zazdrość w Albercie, a o mnie może by przestały krążyć te
plotki, które puściła Amelia...- w międzyczasie zdążyliśmy już dojechać do
domu.
- No
dobrze! Spróbujmy! A więc: " Do widzenia kochanie!"- śmiałam się
dalej zamykając drzwi forda.
-Pa Misiu!-
dawno nie widziałam, żeby Bartek dostał takiej głupawki ( dawno, czyli mniej
więcej kilkanaście godzin temu, na grillu oglądając nasze zdjęcia z
dzieciństwa)
Weszłam do domu, nie śmiejąc się już
tak głośno, tylko z lekkim uśmiechem na twarzy. Włożyłam kurtkę do garderoby,
położyłam plecak na podłodze, rozwiązałam tenisówki i spojrzałam w lustro. Bez
wątpienia nadal byłam tą samą Roksaną ( mimo tego "udawania"), która
miała cieme włosy i karnację ale za to niebieskie oczy, konkretniej granatowe.
Splotłam włosy w luźny warkocz, za pomocą gumki, którą zawsze nosiłam na
nadgarstku. Kiedy miałam spięte włosy, sięgały do moich bioder. Wzięłam z
paczki jedną gumę do żucia i "przywitałam się" z rodzicami głośnym
"Cześć!", po czym udałam się po schodach do mojego pokoju. Zastałam w
nim te sam "artystyczny nieład" to jest: bałagan, który zostawiłam
rano. Rzuciłam plecakiem w kąt i usiadłam na łóżku wyciągając telefon z
kieszeni bluzy. Wybrałam numer do Lucyny i przedstawiłam plan mój i Bartka.
- Tylko wiesz!-
na pożegnanie jak zwykle miałam otrzymać od Lucy jakąś przestrogę, czy dobrą
radę.
- Co wiem?-
byłam już trochę zirytowana jej ciągłymi dobrymi radami.
-Ty się
przypadkiem w Bartku nie zakochaj! Rozumiesz! To nie byłoby dobre dla waszej
znajomości!-mówiła całkiem poważnie, co mnie trochę zdziwiło.
-Bez obaw!
Bartek, jak już ci mówię chyba drugi, czy trzeci raz chce tylko odzyskać dobre
zdanie o sobie, a ja chcę odzyskać Alberta!- zapewniałam ją już chyba trzeci
raz podczas naszej piętnastominutowej rozmowy.
- Ja mam
nadzieję! Pa, do jutra!- chyba się trochę uspokoiła.
-Pa!-
rozłączyłam się szybko, żeby już nic nie dodała.
Nie chciało mi się odrabiać pracy
domowej, więc jak zwykle, kiedy nic mi się nie chce zaczęłam malować paznokcie,
odtwarzając rozmowy i zdarzenia, w których brałam dzisiaj udział. Doszłam już
do momentu, w którym Lucy przestrzegała mnie przed tym, żeby się nie zakochać.
Faktycznie, jakkolwiek by nie spojrzeć, Bartek był naprawdę przystojny: ciemne
oczy razem z nie za krótko ściętymi, ciemnymi lokami i rzędem białych jak śnieg
zębów kiedy się uśmiechał, plus do tego wysportowana sylwetka ( w końcu dwa
razy w tygodniu chodził na siłownię, czasami mnie zabierał i było widać, że nie
tylko dla image' u tam przychodzi) dawały niezłe połączenie... Ale nie był w
moim typie, przecież ja wolałam słodkich blondynów z jasnymi oczami, takich jak
Albert.
*wypowiadam się*
OdpowiedzUsuńKochanaa, to jest zupełnie coś innego niż tamto! I to jest takie cudowne!...
ale.... czm "przywitałam się" jest w cudzysłowiu? jakoś tego jednego nie umiem zrozumieć <3
Przywitałam się jest w cudzysłowie, ponieważ donośne " Cześć" nie było pełnym przywitaniem, jakiego my domyślnie używamy do naszych rodziców. :) Przynajmniej, kiedy to pisałam miałam na uwadze mój sposób witania się z rodzicami tzn.
OdpowiedzUsuń-Hej, co tam w szkole?
-...( tu odpowiadam na pytanie, zazwyczaj dość rozlegle) :D
Pozdrawiam pierwszego komentatora! :D
Supcio! Życzę więcej komentatorów! :D
OdpowiedzUsuń