niedziela, 22 lutego 2015

Chłopak z sąsiedztwa Rozdział I cz. II

Witam! W to niedzielne przedpołudnie chciałabym się z Wami podzielić kolejną częścią opowiadania. Chętnie przyjmę opinie na temat moich "wypocin". Pozdrawiam, miłego czytania :)



- Spoko! Ale na słowo ci nie uwierzę! Przyprowadź go jutro, to wtedy cię zapiszę!- krzyczała na cały korytarz, specjalnie, żeby upokorzyć mnie następnego dnia przed całą szkołą...
            Po lekcji oczywiście wygarnęłam Lucynie, chyba jej odbiło! Chciała mi do następnego dnia znaleźć chłopaka! Pff... Kolejne lekcje mijały spokojnie, a kiedy na przerwach widziałam Judytę chciałam to wszystko jakoś odkręcić, ale Lucy mnie powstrzymywała... na co ja liczyłam?! Chyba na to, że kiedy wyjdę ze szkoły z nieba spadnie jakiś Romeo i walnie mnie bukietem róż w głowę!
            Kiedy po ostatniej lekcji wyszłam z Lucyną i Bartkiem przed szkołę o mało nie zemdlałam! Z obrzydzenia i wściekłości oczywiście! Musiałam patrzeć jak Judyta całuje się z... no właśnie to był Albert! Na szczęście Bartkowi udało się zaparkować blisko wejścia ( tak, miał prawo jazdy) i szybko weszłam do auta, tak, że oni mnie nie zauważyli. Z Lucy żegnałam się już tylko przez uchyloną szybkę.
- Pa! Do jutra!- machnęłam ręką i zamknęłam szybę, po czym skuliłam się na przednim fotelu tak, by nikt mnie nie mógł zobaczyć.- Jedź, szybko!
-Pff...- Bartek nie potrafił przestać się śmiać- Usiądź normalnie i się nie wygłupiaj, bo nie pojadę! - cały czas się ze mnie nabijał...
-Dobra...- pech chciał, że akurat w momencie, gdy się wychylałam patrzyli się na mnie Albert i Judyta- No to pięknie...- zdążyłam tylko zobaczyć głupią minę Alberta i złośliwy uśmiech Judyty, Bartek dodał gazu.
- Naprawdę aż tak ci zależy na opinii tego bufona?- zerknął na mnie w chwili, gdy zapinałam pasy i włosy całkowicie opadły mi na twarz, tak, że nie widział moich szklących się oczu i czerwonych jak dwa buraki policzków.
-Wiesz...- zaczęłam ale czułam, że łamie mi się głos więc odchrząknęłam, poprawiłam włosy i patrząc w lusterko stwierdziłam, że zaczynam znowu przypominać człowieka- On nie przestał być dla mnie ważny...
-Okej- przerwał mi- a co to za akcja była dzisiaj z Judytą na korytarzu?- zmienił temat, wiedział, że ciężko mi jest wypowiadać się na temat Alberta.
-Oooo...- znowu przypomniałam sobie, że jutro prawdopodobnie będzie mój najgorszy dzień w czasach liceum...- Lucyna wcisnęła Judycie kit, że mam chłopaka, bo bez tego nie mogę wziąć udziału w konkursie na królową wiosny... A jutro mam jej go przedstawić- przy Bartku czułam, że czerwienię się, kiedy opowiadam o takich "błahostkach" z życia nastolatki, był tylko rok starszy, a jednak doroślejszy ode mnie.
-Hmm... Ciężka sprawa, ale wiesz co? Mam pomysł... Tylko nie wiem, czy się zgodzisz...
-Mów!- byłam gotowa na wszystko, byleby tylko nie wyjść na totalną sciemniarę przed całą szkołą
- Do tego balu wiosennego, co nie? On jest w sobotę, prawda?
-Mhm...
-Moglibyśmy...-żachnął się- nie, to głupie...- zaczął się śmiać i poczułam, że mi też jest coraz bardziej wesoło, bez powodu, po prostu, kiedy widziałam jak on się śmieje mi od razu poprawiał się humor- udawać, że jesteśmy, no wiesz... parą!
-Haha!- śmiałam się już na całego- Ty wiesz, że to nie jest głupi pomysł?
- I w dodatku oboje byśmy zyskali! Ty byś miała swojego " potencjalnego króla" i wzbudziłabyś zazdrość w Albercie, a o mnie może by przestały krążyć te plotki, które puściła Amelia...- w międzyczasie zdążyliśmy już dojechać do domu.
- No dobrze! Spróbujmy! A więc: " Do widzenia kochanie!"- śmiałam się dalej zamykając drzwi forda.
-Pa Misiu!- dawno nie widziałam, żeby Bartek dostał takiej głupawki ( dawno, czyli mniej więcej kilkanaście godzin temu, na grillu oglądając nasze zdjęcia z dzieciństwa)
            Weszłam do domu, nie śmiejąc się już tak głośno, tylko z lekkim uśmiechem na twarzy. Włożyłam kurtkę do garderoby, położyłam plecak na podłodze, rozwiązałam tenisówki i spojrzałam w lustro. Bez wątpienia nadal byłam tą samą Roksaną ( mimo tego "udawania"), która miała cieme włosy i karnację ale za to niebieskie oczy, konkretniej granatowe. Splotłam włosy w luźny warkocz, za pomocą gumki, którą zawsze nosiłam na nadgarstku. Kiedy miałam spięte włosy, sięgały do moich bioder. Wzięłam z paczki jedną gumę do żucia i "przywitałam się" z rodzicami głośnym "Cześć!", po czym udałam się po schodach do mojego pokoju. Zastałam w nim te sam "artystyczny nieład" to jest: bałagan, który zostawiłam rano. Rzuciłam plecakiem w kąt i usiadłam na łóżku wyciągając telefon z kieszeni bluzy. Wybrałam numer do Lucyny i przedstawiłam plan mój i Bartka.
- Tylko wiesz!- na pożegnanie jak zwykle miałam otrzymać od Lucy jakąś przestrogę, czy dobrą radę.
- Co wiem?- byłam już trochę zirytowana jej ciągłymi dobrymi radami.
-Ty się przypadkiem w Bartku nie zakochaj! Rozumiesz! To nie byłoby dobre dla waszej znajomości!-mówiła całkiem poważnie, co mnie trochę zdziwiło.
-Bez obaw! Bartek, jak już ci mówię chyba drugi, czy trzeci raz chce tylko odzyskać dobre zdanie o sobie, a ja chcę odzyskać Alberta!- zapewniałam ją już chyba trzeci raz podczas naszej piętnastominutowej rozmowy.
- Ja mam nadzieję! Pa, do jutra!- chyba się trochę uspokoiła.
-Pa!- rozłączyłam się szybko, żeby już nic nie dodała.
            Nie chciało mi się odrabiać pracy domowej, więc jak zwykle, kiedy nic mi się nie chce zaczęłam malować paznokcie, odtwarzając rozmowy i zdarzenia, w których brałam dzisiaj udział. Doszłam już do momentu, w którym Lucy przestrzegała mnie przed tym, żeby się nie zakochać. Faktycznie, jakkolwiek by nie spojrzeć, Bartek był naprawdę przystojny: ciemne oczy razem z nie za krótko ściętymi, ciemnymi lokami i rzędem białych jak śnieg zębów kiedy się uśmiechał, plus do tego wysportowana sylwetka ( w końcu dwa razy w tygodniu chodził na siłownię, czasami mnie zabierał i było widać, że nie tylko dla image' u tam przychodzi) dawały niezłe połączenie... Ale nie był w moim typie, przecież ja wolałam słodkich blondynów z jasnymi oczami, takich jak Albert.

3 komentarze:

  1. *wypowiadam się*
    Kochanaa, to jest zupełnie coś innego niż tamto! I to jest takie cudowne!...
    ale.... czm "przywitałam się" jest w cudzysłowiu? jakoś tego jednego nie umiem zrozumieć <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Przywitałam się jest w cudzysłowie, ponieważ donośne " Cześć" nie było pełnym przywitaniem, jakiego my domyślnie używamy do naszych rodziców. :) Przynajmniej, kiedy to pisałam miałam na uwadze mój sposób witania się z rodzicami tzn.
    -Hej, co tam w szkole?
    -...( tu odpowiadam na pytanie, zazwyczaj dość rozlegle) :D
    Pozdrawiam pierwszego komentatora! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Supcio! Życzę więcej komentatorów! :D

    OdpowiedzUsuń